Wszyscy zastanawiają się kiedy piłkarze wrócą na boiska. Także Ci z niższych lig. Pomysłów jest wiele, koncepcji bez liku. O ile ligi zawodowe są w pełni zależne od decyzji UEFA i ustalonych przez tę instytucję terminów, to niższe szczeble rozgrywkowe mają teoretycznie większe możliwości.  Dzisiaj odbyło się spotkanie zarządu PZPN z przedstawicielami klubów niższych szczebli.  Decyzje odnośnie przyszłości miały dzisiaj zapaść, ale jak to u nas często bywa -  nie zapadły.  Obiecano, że do 11 maja zapadnie decyzja co z tegorocznymi rozgrywkami.  Typowe kupowanie czasu.

Pomysłów jest, wiadomo, kilka.  Podobno główny  jest taki, że z każdej ligi, od III do B Klasy,  awansują zespoły, które aktualnie są na czele tabeli i nikt nie będzie spadał.  Taka sytuacja skutkuje tym, że w przyszłym sezonie ligi będą czasowo powiększone.  Pytanie tylko, czy rozgrywanie 42 spotkań w IV, czy V lidze ma w ogóle sens i czy wobec obecnego kryzysu finansowego znajdą się kluby chętne do takiego morderczego grania?   

 

Pomysł drugi, to awanse i spadki  według aktualnej sytuacji w tabeli,  a kolejny, to anulowanie wszystkich rozgrywek i start kolejnych  według stanu z początku obecnego sezonu.  

 

Na szczęście, żaden z tych wariantów nie ma wielkiego znaczenia dla naszego Gdańskiego Klubu Sportowego Morena.

 

Jeszcze moja refleksja.  Wiem, że ludzie się nudzą, że potrzebują powrotu do normalności, że chętnie wrócą do oglądania meczów.   Podobno ekstraklasa ma ruszyć pod koniec maja i na 30.05 zaplanowano wstępnie derby Lechii z Arką.

Ale czy naprawdę musimy to wszystko na siłę  i w pośpiechu  przywracać? Czy sport aktualnie, to najważniejsza sprawa w życiu i będziemy ryzykować powrót rozgrywek, nawet kosztem zachorowań?   A może chodzi jak zwykle o pieniądze, wielkie pieniądze?  Może najgłośniej krzyczą Ci, którzy z piłki żyją - a obecnie nie zarabiają -  bukmacherzy, menadżerowie, autorzy programów sportowych?  Oni zawsze będą nam wmawiać, że trzeba już grać, że szybko, bo przecież pieniądz musi się zgadzać.  Czy na pewno?

 

Fragmenty  artykułu z weszlo.com o sytuacji klubów niższych lig:

 

JAROSŁAW KOTAS, dyrektor sportowy klubu SOKÓŁ OSTRÓDA (III liga)

 

...Ja wiem, że było wygodnie, bo piłeczka, bo imprezy. Ale pytajmy prawdziwych kibiców, którzy mają rodzinę zarażoną koronawirusem.

– Tęsknisz za piłką?

– Koleś, ja muszę mamę jutro pochować. Mój brat leży na OIOM-ie.

Takie dialogi mogłyby powstać. To cały czas trwa. A my o piłce. My musimy ją ratować, ale w sposób rozsądny. Teraz jest czas, żeby się ogarnąć. Tymczasem Milik chce pięć milionów zarabiać. Oni żyją cały czas w świecie science-fiction. Teraz jest moment na normalność. Przynajmniej w Polsce. I nie mówię tego, bo nie chcemy grać, gdyż mamy pierwsze miejsce, ale zaległy mecz z Legią II. Najwyżej pożyczymy skafandry od astronautów, hełmofony i wszyscy się będą cieszyć.

 

 

****

 

 

BARTOSZ DOLAŃSKI, dyrektor sportowy klubu GSK Gedania 1922 (IV liga)

 

– Generalnie – nasza sytuacja jest spokojna, choć wiadomo, że na takie coś nikt nie mógł być w pełni przygotowany. Na razie sobie radzimy. Jeżeli chodzi o pierwszy zespół, to chłopcy dostają indywidualne zadania treningowe. Realizują je w domach. Jeśli natomiast chodzi o nasze grupy młodzieżowe, to trenerzy raz w tygodniu wysyłają dzieciom zadania domowe zgodne z naszymi założeniami szkoleniowymi. Oczywiście na tyle, na ile to jest w ogóle możliwe przy treningach indywidualnych. Jako klub obniżyliśmy opłaty miesięczne dla rodziców. I podjęliśmy też ciekawą inicjatywę razem z naszym sponsorem, firmą CNF – w naszej klubowej kuchni, w sterylnych i bezpiecznych warunkach, przegotowujemy codziennie 60 obiadów dla gdańskiego Szpitala Zakaźnego. Generalnie nasi pracownicy koncentrują się teraz na pracach dodatkowych, remontowych. Wykonujemy czynności, które można przeprowadzić z zachowaniem pełnej ostrożności. Myślimy też nad małym boiskiem treningowym dla najmłodszych grup, chcemy przemalować szatnie. Na takie rzeczy teraz jest czas.

 

Sporo inicjatyw. Rozumiem, że widmo upadku nie zagląda wam w oczy?

Nie. Z prostego powodu – nasi zawodnicy grają na poziomie czwartoligowym, więc mogą liczyć tylko na tak zwane dożywianie, dostają od nas symboliczne kwoty za grę. Pokrywamy im koszt przejazdu, koszt obiadu. Nikt nie ma u nas kontraktu. Pod tym względem jesteśmy zatem w bardzo dobrej sytuacji, jeżeli w tych okolicznościach można w ogóle tak powiedzieć. Poza tym, wielu naszych trenerów jest zatrudnionych w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Tam realizujemy zdalne nauczanie i na ten moment nie ma kłopotu z tym, że nie trafią do nas subwencje oświatowe.

Dodam, że liczymy na duże wsparcie z programu certyfikacji. Spełniliśmy wszystkie warunki na złoty certyfikat, finalny wniosek do PZPN-u już złożyliśmy, a PZPN do ministerstwa. Myślę, że to będzie spora pomoc dla klubów, które zdecydowały się wziąć w tym udział.

 

Jeśli rozgrywki nie zostaną dokończone, to wiąże się to dla was ze znaczącymi stratami finansowymi?

Nie, mamy oddanych sponsorów. Wszyscy zadeklarowali, że do końca sezonu udzielą nam wsparcia na tym samym, zakładanym wcześniej poziomie. A co będzie później? Teraz trudno powiedzieć. Ale zakładam, że nie powinniśmy mocno odczuć jakichś strat z tego tytułu.
 

Jak ważne jest dla was wsparcie samorządu i czy wiadomo coś wam o ewentualnych cięciach?

Są pewnie samorządy, które na kluby łożą więcej. Są takie, które łożą mniej. My jesteśmy ze współpracy z miastem bardzo zadowoleni i na razie nie otrzymaliśmy żadnych sygnałów o wstrzymaniu funduszy. Wcale się tego jednak nie obawiamy. Mamy tyle ważnych filarów, które nas utrzymują, że nie musimy się obawiać, jeśli jeden z nich się nagle załamie, nawet jeżeli będzie to samorząd. My i tak sobie poradzimy, i tak będziemy prowadzić szkolenie na przyzwoitym poziomie. W tym momencie nie wydaje się, by jakikolwiek pracownik Gedanii miał zostać zwolniony czy w jakikolwiek sposób pokrzywdzony.

 

Zapytam więc cynicznie – skoro jesteście w tak dobrej sytuacji, to liczycie po cichu, że kryzys pozwoli wam umocnić pozycję względem konkurencji?

Powiem tak – prowadząc klub, staramy się myśleć strategicznie i długofalowo. Właśnie dlatego, by nie wpadać w panikę w trudniejszym momencie.

Od początku założyliśmy sobie, że najważniejsze są dla nas fundamenty. Czyli obiekty. Najpierw zbudowaliśmy kompleks złożony z sześciu boisk treningowych, a to z kolei zapewniło nam dużą liczbę szkolących się u nas dzieci. Utrzymujemy wysokie standardy, jeżeli chodzi o jakość treningów i wygodę naszej młodzieży. Dlatego teraz możemy liczyć na zaufanie i zrozumienie rodziców. Obniżyliśmy składki o 20% i nie mamy takiego wrażenia, że rodzice zaraz przestaną płacić. A to jest ważny element naszego budżetu, wpłaty są znaczne.

Druga sprawa. Gramy na poziomie amatorskim, w porywach można powiedzieć, że półzawodowym. Dlatego ustaliliśmy, że nasi zawodnicy w pierwszym zespole mogą liczyć tylko na zwrot kosztów dojazdu, dożywianie i premię za mecze. Dlatego nigdy nie będziemy postawieni w takiej sytuacji, że wszystko się może w jednej chwili rozlecieć i pozostanie spalona ziemia.

Dalej – trzy lata temu powstała Szkoła Mistrzostwa Sportowego, która daje pracę kilkunastu trenerom. Prowadzimy Przedszkole Gedania 1922, które też zapewnia pracę kilkunastu osobom związanym z klubem. I sobie radzimy, chociaż sytuacja jest obecnie bardzo trudna. Mówimy o poważnej sprawie, która wiąże się przede wszystkim ze śmiercią wielu osób. Ale ja liczę, że to może w pewnym sensie uzdrowić polską piłkę. Przede wszystkim liczę na to, że zniwelowane zostaną działania managerów piłkarskich, które często są przeszacowane. Choć oczywiście mam nadzieję, że ta trudna sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy niebawem dobiegnie już końca.

 

 

 

Link do całego artykułu na weszlo.com

 

https://weszlo.com/2020/04/15/tesknisz-za-pilka-koles-ja-jutro-musze-mame-pochowac/

 

 

 

 

 

 

 

 

15 kwietnia 2020

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

KIEDY WRÓCIMY DO GRY?